Europa,  Hiszpania,  Podróże

Majorka – drogą na południe

Pierwsze wrażenie o Majorce nie było najlepsze – zaniedbane uliczki stolicy i obdarte kamieniczki, które kiedyś zapewne miały piękne kolory. Zwłaszcza że były pierwszym, co mijałyśmy na swojej drodze po wyjeździe z lotniska. Jednak gdy tylko wyjechałyśmy z miasta, mogłyśmy podziwiać typowe dla wyspy kamienne murki i stare młyny oraz drzewa migdałowe.

W zaplanowaniu trasy zwiedzania bardzo pomógł nam Google Maps. Jeszcze przed wyjazdem każda z nas oznaczyła na mapie Majorki miejsca, które chciałaby tam odwiedzić. Było ich niezwykle dużo! Zresztą wyobraźcie sobie 5 dziewczyn przeglądających instagrama oraz blogi i oznaczających każde miejsce, które jej zdaniem będzie warte uwagi. Czym to się skończyło? Totalnym zmęczeniem materiału. Naszym największym błędem było to, że zamiast zrobić lepszą selekcję, faktycznie zaplanowałyśmy odwiedzenie każdego z tych miejsc. Nie można też powiedzieć, że tego żałujemy – chyba żadna z tych lokalizacji nie była przereklamowana i wszędzie było równie pięknie. Jednak zawsze przed rozpoczęciem zwiedzania zastanówcie się dwa razy: czy na pewno warto przy pierwszej wizycie  w danym miejscu zobaczyć od razu wszystko, co jest tam do zobaczenia, czy jednak lepiej zostawić sobie lekki niedosyt?

Aby nieco lepiej uporządkować zwiedzane przez nas miejsca, zdecydowałyśmy się przedstawić je z podziałem na dni – dzięki temu będziecie mieli gotowy przewodnik po poszczególnych częściach wyspy.

Majorka i rajskie plaże

Jadąc w kierunku pierwszego punktu z listy odczułyśmy, jak ciepło się zrobiło na zewnątrz. W aucie ustawiłyśmy klimatyzację, bluzy zostały rzucone w bagażniku i zapomniane na resztę dnia, zaś na nosie każdej z nas zagościły okulary przeciwsłoneczne (niektóre zakupione z samego rana w Primarku za kilka euro). Robiło się coraz cieplej, mimo że termometr w naszej Skodzie uparcie wskazywał 14 stopni. Odczuwalna temperatura sięgała grubo ponad 20 stopni.

Pierwszym punktem do odhaczenia została plaża Cala Marmols. Była to także jedyna prywatna plaża, na którą wstęp mają tylko mieszkańcy wyspy. Przygotowując się do wyjazdu i czytając blogi innych znalazłyśmy informację, że komuś udało się tam wjechać i zrobić piękne zdjęcia. Niestety my nie miałyśmy tyle szczęścia – przed maską samochodu wyrosła nam zamknięta na cztery spusty brama. Najprawdopodobniej poza sezonem żaden sprytny turysta nie miał co liczyć na zobaczenie tej plaży, dlatego też zawróciłyśmy – na naprawdę wąskiej drodze – i ruszyłyśmy na kolejną plażę z naszej listy.

Los wynagrodził nam początkową porażkę, która nieco ostudziła nasze zapały. Kierując się po znakach do plaży Cala Llombards, natrafiłyśmy na niewielki brązowy znak Santanyi. Postanowiłyśmy to sprawdzić, ponieważ brązowe tablice na Majorce są oznaczeniem miejsc turystycznych (wszelkich punktów widokowych, plaż oraz zabytków)

To, co zobaczyłyśmy, przeszło nasze najśmielsze oczekiwania.

Przed nami roztaczał się widok na morze, zaś daleko w dole niewielkie fale rozbijały się o jasne, żółtawe klify. To było naprawdę niesamowite doznanie – jakbyśmy właśnie znalazły się na krańcu świata. Tylko my, skraj klifu i bezkres wody.

Oto, dlaczego warto zwiedzać Majorkę poza sezonem!

Na klifie spędziłyśmy prawie godzinę, robiąc sobie zdjęcia, kręcąc filmiki oraz jedząc drugie śniadanie – tutaj warto wspomnieć, że zaopatrywałyśmy się codziennie w sklepach sieci Eroski – najtańszych i najlepiej wyposażonych supermarketach na wyspie. Jednoczesny spokój i beztroska radość, które nas ogarnęły w tym miejscu, sprawiły, że Majorka zdecydowanie została miejscem, do którego chciałybyśmy wrócić.

Cala Llombards jest, naszym zdaniem,  najładniejszą plażą na Majorce – krystalicznie czysta, lazurowa woda otoczona przez kamienne klify, na których znajdują się luksusowe wille oraz charakterystyczne kamienne garaże na łodzie, z zielonymi bramami. Niezwykle klimatyczne miejsce, a co najważniejsze – puste. Plaża znajduje się w małej zatoczce, dzięki czemu nie wiał tam silny wiatr. Dodatkowym atutem jest kamienna ścieżka wzdłuż zatoki, prowadząca do otwartego morza, co pozwoliło na przyjemny spacer. To także tutaj znajduje się najbardziej absurdalne rondo, jakie w życiu widziałyśmy – składało się z 3 kamieni i znaku drogowego ogłaszającego wszem i wobec, że oto tutaj, na kawałku piachu przy plaży, musisz objechać rondo.

Żegnałyśmy plażę, ciesząc się ciepłem i przygodą, która rozkręcała się na dobre! Kolejnym punktem na naszej trasie był Park Krajobrazowy Mondrago –  Majorka to nie tylko plaże, lecz także miejsca objęte ochroną, zielone, wypełnione ptactwem. Parking w sezonie jest płatny, ale, jak możecie się dowiedzieć z wpisu o zasadach panujących na Majorce – poza sezonem praktycznie wszystkie postoje są za darmo. Zostawiłyśmy samochód, ubrałyśmy cieplejsze rzeczy (w cieniu potrafiło powiać chłodem) i ruszyłyśmy na pierwszy szlak, który znalazłyśmy po kierunkowskazach. Okazało się jednak, że znaki szybko się kończą, a jedyną wskazówką, były końskie odchody, które jednoznacznie świadczyły o tym, którędy wiedzie szlak.

Zwykły spacer wśród hiszpańskich drzew, podczas którego można w ciszy i bez innych turystów obserwować przyrodę jest zdecydowanie godny polecenia, jako dodatkowa atrakcja. Wędrowałyśmy szlakiem, znalazłyśmy ładne punkty widokowe wśród drzew, opuszczone domy – najpewniej letnie rezydencje Hiszpanów oraz niekończące się zapasy świeżych owoców. Oczywiście nie zerwałyśmy nikomu pomarańczy z drzew, ale pozwoliłyśmy sobie zebrać kilka, spośród leżących już na ziemi. Najpyszniejsze owoce, jakie w życiu jadłyśmy!

Szlak, który wybrałyśmy, kończył się nad kolejną plażą, która również była piękna, ale wyglądała na typowo turystyczną, ponieważ otoczona była kilkoma dużymi resortami. Cała wędrówka zajęła nam około dwóch godzin i zamykała się na trasie koła, dzięki czemu nie szłyśmy dwa razy tą samą drogą.

Ostatni punkt programu na ten dzień, Most skalny Es Pontas. Zaparkować trzeba w najbliższym miasteczku, z którego do rzeźby skalnej idzie się ok. 15 minut. Na zdjęciach skała wygląda może i niepozornie, ale w rzeczywistości jest ogromna. Nie byłyśmy w stanie objąć jej całej, stojąc na brzegu klifu i mając obiektyw szerokokątny 18-105. Zostałyśmy w tym miejscu na zachód słońca, które co prawda zniknęło gdzieś po drugiej stronie wyspy, jednak i tak zapewniło nam piękne światło padające na nadmorski brzeg.

“Nagrywając time lapsa, chodziłam z aparatem po krawędzi i czasami miękły mi kolana – klif jest nieco pochylony w kierunku wody i trzeba uważać, gdzie się stawia nogi, by się nie poślizgnąć i nie sturlać na dół. Dotarłam jednak do pięknej zatoczki – dojście tam zajęło mi chwilę i gdyby coś mi się stało, raczej marne szanse, by którakolwiek z dziewczyn mnie usłyszała. Na szczęście nie było konieczności wołać o pomoc, a widoki pozostaną w pamięci na zawsze.“

Izzy

Jeśli miałybyśmy wybrać z tego dnia absolutne ‘must see’, to byłaby to: Cala Llombards, Santanyi oraz Es Pontas. Park Mondrago jest bardzo przyjemny, ale zdecydowanie jako miejsce do odwiedzenia ‘jeśli starczy czasu’.  Jadąc z jednej lokalizacji do kolejnej, mija się urocze, stare miasteczka, w których na pewno warto się zatrzymać i pójść choćby na krótki spacer, na co nam niestety nie starczyło czasu, więc podziwiałyśmy je tylko z okna samochodu.

Recenzje kolejnych odwiedzonych przez nas miejsc z Majorki znajdziecie w oddzielnych wpisach, o których publikacji na pewno poinformujemy was na naszym Facebooku.